Poznaj wielkich płocczan

Lucjan, mąż Aleksandra

Grupa Herstoria Płocka to trzeci laureat naszego konkursu #galeriawielkichpłocczan.

Przeczytajcie, kto w ich opinii powinien znaleźć się na przygotowywanej przez MMP wystawie poświęconej załużonym dla naszego miasta.

Oto typy i uzasadnienia Herstorii Płockiej. A także kilka uwag o nazwie naszej zabawy:)

Lucjan Mirkowski pisał do płockich gazet.  Był dziennikarzem. Jego mężem był Aleksander Maciesza. Jak to możliwe w Polsce? Lucjan Mirkowski to pseudonim, pod którym pisała do płockich gazet Maria Kunklowa, później Macieszyna - kronikarka, pedagożka, społeczniczka, publicystka, zasłużona działaczka Towarzystwa Naukowego Płockiego. Ile podobnych przypadków zna historia? A może raczej - ilu ich nie zna?

Kiedy usłyszeliśmy o akcji poszukiwania sylwetek do Galerii Wielkich Płocczan, od razu pomyśleliśmy, że ta nazwa nie jest pełna. Historia dotąd pomijała kobiety, dopiero dziś zaczyna się o nich mówić, między innymi dzięki takim grupom jak nasza, które się tego domagają. Praw się nie dostaje! Prawa się zdobywa w walce! - jak mówiła Zofia Daszyńska-Golińska w 1911 roku podczas marszu krakowskich emancypantek. Herstoria Płocka walczy o płocczanki, których osiągnięcia zostały zapomniane przez historię. Postulujemy zatem o Galerię Wielkich Płocczan i Płocczanek. Bo język kształtuje świadomość. Płocczanki na to zasłużyły. Zgłaszamy 4 kandydatury. 

 

Zofia Świtalska zawsze nam imponowała. Najwięcej zawdzięczają jej płocczanki. Kiedy powstała rafineria, do Płocka przyjeżdżały całe rodziny. Mężczyźni pracowali w MZPiR, kobiety nie miały perspektyw. Świtalska stworzyła dla nich miejsca pracy - doprowadziła do usytuowania w mieście zakładów dziewiarskich „Cotex”. Była pierwszą kobietą, która zarządzała miastem, jako wiceprzewodnicząca prezydium MRN. Została prezeską Płockiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru i miała duży udział w powstaniu teatru. Przewodziła Lidze Kobiet, w 1962 roku doprowadziła do przyjęcia przez MRN rewolucyjnej uchwały „Pomoc rodzinie i kobietom”, która miała odmienić los kobiet. Dokument zakładał opiekę zdrowotną dla kobiet, przygotowanie zawodowe, opiekę nad dziećmi – stworzenie żłobków, przedszkoli, kolonii, ogródków jordanowskich. Uchwała została przyjęta przez zarząd krajowy Ligi Kobiet i stała się wzorcowa dla całego kraju. Imieniem Zofii Świtalskiej chcieliśmy nazwać nowe rondo przy ul. 3 Maja, bez powodzenia.

Wanda Chrostowska walczyła o życie kulturalne Płocka, a w szczególności o powstanie teatru. Pamiętała jeszcze stary gmach Teatru Miejskiego przy ul. Teatralnej. Marzyła, żeby po wojnie w mieście znów działała profesjonalna scena. To dzięki niej płocki Klub Międzynarodowej Prasy i Książki przy Placu Narutowicza na wiele lat stał się miejskim centrum kultury. Choć pierwszym prezesem PTPT został Jerzy Szyłkiewicz, to właśnie pani Wanda żyje we wspomnieniach ludzi, którzy odwiedzali MPiK. Była świetną organizatorką. Dzięki niej Płock posiadał tak zwana trzecią scenę teatralną. Potrafiła namówić każdego artystę, żeby wystąpił w Płocku. Organizowała przedstawienia, spotkania z twórcami, wyjazdy do teatrów w Warszawie czy Łodzi. Kiedy 12 stycznia 1975 roku uroczyście rozpoczął swą działalność Teatr Dramatyczny, bez fałszywej skromności uważaliśmy, że PTPT odegrało dużą rolę w przygotowaniu widza dla stałej, zawodowej sceny teatralnej – wspominała po latach. I trudno się z nią nie zgodzić.

Janina Boetzel po zajęciu Płocka przez Niemców pracowała w biurze meldunkowym. Zaraz potem dostała pracę jako sekretarka, tłumaczka i maszynistka w biurze inspektora policji miejskiej. Zwerbował ją powstający ruch oporu. Po przeszkoleniu została zaprzysiężona i jako żołnierka Armii Krajowej - agentka wywiadu Inspektoratu Płocko-Sierpeckiego i otrzymała rozkaz podpisania volkslisty.Dzięki swojej pracy mogła przekazywać podziemiu informację o przyszłych aresztowaniach, o działaniach gestapo. Ocaliła w ten sposób wielu płocczan.Aresztowana w 1944 roku, siedziała w więzieniach w Płocku, Toruniu, Berlinie i Bayreuth w Bawarii. Berliński sąd orzekł karę śmierci, ale uratowali ją Amerykanie. Wróciła do Polski. Niestety nie był to koniec jej tragedii. Znów trafiła do więzienia, tym razem polskiego. Za podpisanie volkslisty urząd bezpieczeństwa zamknął ją na dwa miesiące, na przełomie 1945 i 1946 roku. Proces Janiny Boetzel był dużym wydarzeniem dla mieszkańców Płocka. Poruszył całe społeczeństwo.

Kazimierz Askanasto prawnik z duszą artysty. Społecznik, miłośnik sztuki i swojego rodzinnego miasta. Aktywnie działał w różnych dziedzinach życia społeczno-kulturalnego Płocka. Publikował artykuły poświęcone nauce, teksty z zakresu prawa, socjologii czy historii sztuki. Przyjaciel Stefana Themersona. Dzięki uporowi i determinacji Askanasa na kamienicy przy ul. Grodzkiej 5, w 1993 r. zawisła tablica pamiątkowa poświęcona poecie. Popularyzował historię Płocka i jego zabytki. W 1971 r., w książce zatytułowanej Brązowe Drzwi Płockie w Nowogrodzie Wielkim opisał drzwi jako dzieło artystyczne. W Sztuce Płocka uwiecznił przeszłość miasta i jego zabytki. Poświęcił wiele uwagi sztuce i kulturze od czasów średniowiecza po czasy mu współczesne. Do dziś Sztuka Płocka pozostaje jedyną pozycją tak dokładnie opisującą historię płockiej kultury, sztuki, malarstwa, rzeźby a przy okazji jest świetną literaturą. Autor Myśli o zmierzchu, zbioru sentencji, aforyzmów, które zwykł nazywać łysymi myślami.  

 

Grupa Herstoria Płocka
Renata Jaskulska, Radosław Łabarzewski, Monika Mioduszewska-Olszewska, Joanna Pęsik

 

Na wyciągnięcie ręki

Ewa Bielas to druga z laureatek naszego konkursu #galeriawielkichpłocczan.

Pani Ewa zaproponowała, by na wystawie poświęconej zasłużonym płocczanom – Muzeum Mazowieckie w Płocku otworzy ją przy Kolegialnej 6 już w przyszłym roku – znaleźli się Halina i Stefan Rutscy, strażnicy historycznej pamięci.

Tak właśnie to uzasadniała:

Moimi kandydatami do miana Wielkich Płocczan są Halina i Stefan Rutscy. Małżeństwo szczególnie zasłużone dla nauki i kultury Płocka. Od 1888 r. mieszkali w naszym mieście i dbali o jego dziedzictwo, m.in. o archiwalia, książki, zabytki. Działania te w tak trudnym okresie były wyjątkowo ciężkie, czasem wręcz niebezpieczne. Wiele zawdzięczają im instytucje takie jak Archiwum Państwowe, Towarzystwo Naukowe Płockie, czy nawet samo Muzeum Mazowieckie. Dzisiaj są one ośrodkami promującymi ochronę dziedzictwa narodowego i pewnego rodzaju miejscami pamięci, zacierającymi granice pomiędzy teraźniejszością a przeszłością. Myślę, że współcześnie należy podkreślać ich znaczenie oraz rolę kultury i historii w życiu człowieka, bowiem pozwalają one na rozwój jednostki oraz są podstawą świadomego społeczeństwa. Warto jest także przypomnieć, że dziedzictwo, któremu tak poświęcili się Rutscy często jest teraz dla nas na wyciągnięcie ręki, czy to w muzeum, archiwum, czy bibliotece.

 

Rutskich w Galerii Wielkich Płocczan widzi także Ewa Gizińska. Oto fragment jej zgłoszenia:

Małżonkowie Halina i Stefan Rutscy, pochodzący z kresów Rzeczypospolitej, w latach osiemdziesiątych dziewiętnastego wieku osiedlili się w Płocku, gdzie Stefan znalazł zatrudnienie jako nauczyciel języków klasycznych w gimnazjum męskim.

Szybko włączyli się w życie kulturalne, społeczne i intelektualne miasta. Na szczególną uwagę zasługuje praca obojga małżonków na rzecz reaktywowanego w 1907  r. Towarzystwa Naukowego Płockiego.Dzięki ich zaangażowaniu bogate, liczące ok. 15 tysięcy woluminów, zbiory bibliofilskie przekazane dla Płocka przez rodzinę Gustawa Zielińskiego ze Skępego zostały uporządkowane i udostępnione płocczanom jako Biblioteka im. Zielińskich TNP. 

Małżonkowie Rutscy związali swoje życie z Towarzystwem Naukowym Płockim. Halina prowadziła kancelarię i administrowała nieruchomościami Towarzystwa,odpowiadała za bieżącą działalność instytucji, korespondowała z instytucjami bibliotecznymi i muzealnymi, występowała o subsydia, reprezentowała Towarzystwo przed urzędami lokalnymi i centralnymi a także wypożyczała książki z Biblioteki im. Zielińskich.Stefan, wiceprezes TNP, aktywnie działał w Zarządzie Towarzystwa. Swoją rozległą wiedzę humanistyczną wykorzystywał  opracowując zbiory Biblioteki im. Zielińskich TNP i odpowiadając na napływające do Towarzystwa kwerendy.

Największą  zasługą Haliny Rutskiej dla miasta i regionu  była  jej współpraca z Aleksandrem  Macieszą przy tworzeniu Muzeum Ziemi Płockiej (później: Muzeum Mazowsza Płockiego im. Profesora Ignacego Mościckiego, Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej) TNP i wzbogacaniu zbiorów tej placówki. Dzięki jej niezwykłemu zaangażowaniu i pobudzaniu ofiarności społeczeństwa, muzeum stało się  szybko jedną z wiodących płockich placówek kulturalnych i miejscem prowadzonej po 1918 r., głównie przez kustosz Rutską, akcji oświatowej, obejmującej szerokie kręgi społeczeństwa. Zbiory Działu Historyczno-Kulturalnego, którym kierowała  ona nieprzerwanie przez 20 lat, przetrwały II wojnę światową w prawie nienaruszonym stanie i są do dziś przechowywane w Muzeum Mazowieckim w Płocku.

„Rusia”, jak z sympatią nazywał ją prałat Ignacy Lasocki, miała niespożyte siły i chęć działania. Płocczanie znali ją także z zaangażowania w pracę wielu innych organizacji społecznych, m.in. Towarzystwa Dobroczynności, Koła Miłośników Płocka i Zarządu Chrześcijańskiego Towarzystwa Ochrony Kobiet w Płocku. W czasie  I wojny światowej pracowała w Czerwonym Krzyżu. W 1916 r. weszła do Zarządu Związku Obrony Ojczyzny. W latach 1918–1920 działała w Płockim Komitecie Obrony Lwowa i w Służbie Narodowej Kobiet Polskich. W przeddzień najazdu bolszewickiego w sierpniu 1920 r. razem z innymi kopała okopy, zachęcała cywilów do organizowania obrony miasta i wspierała żołnierzy.

Rutscy uchronili przed rozgrabieniem zbiory TNP, a także powierzone im przez płocczan pamiątki, dzieła sztuki, kosztowności i dokumenty podczas I wojny światowej i w sierpniu 1920 r.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, Stefan Rutski został pierwszym kierownikiem Archiwum Państwowego w Płocku. Podstawę utworzonego Archiwum stanowiły zasoby archiwalne i registratury pozostałe po rosyjskich władzach zaborczych i niemieckich władzach okupacyjnych, zabezpieczone w  latach 1918–1919 przez działającą w imieniu Towarzystwa Naukowego Płockiego Halinę Rutską.

Halina Rutska ocaliła także cenne księgozbiory byłych  rosyjskich placówek edukacyjnych w Płocku.

Współcześni docenili ich wysiłki. W pierwszą rocznicę śmierci Rutskich w czasie dwudniowych uroczystości w siedzibie Towarzystwa Naukowego Płockiego odsłonięto marmurową tablicę upamiętniającą zasłużone małżeństwo. Dyrektor Funduszu Kultury Narodowej, Stanisław Michalski, który specjalnie przybył z Warszawy na tę uroczystość, podkreślił ich zasługi: Nie było niemal poczynania społecznego w mieście, gdzieby udziałem swym nie zaznaczyli się czynnie. To też czcimy dziś pamięć zasłużonych z głębokim wzruszeniem i wdzięcznością, czcimy za kilkudziesięcioletnią, miłością do ziemi płockiej owianą, ich pracę ofiarną na rozmaitych polach, w szczególności zaś na terenie Towarzystwa Naukowego. Czcimy za to, czego Polska od nas najwięcej wymaga, za czyn dokonany zarówno w najcięższych czasach okupacji rosyjskiej i niemieckiej, jak i w epoce „rośnięcia po burzy”. Czcimy za daną otoczeniu szkołę bezinteresownej pracy obywatelskiej, za przykład niezłomności charakteru, za kapitał moralny, społeczeństwu w dziedzictwie zostawiony.

Małżonkowie Rutscy odeszli bezpotomnie, pozostawili jednak bezcenny kapitał: wychowywali młodzież, edukowali społeczeństwo rozbudzając poczucie polskości i zainteresowanie kulturą narodową. Swoją pracą ocalili od zniszczenia bogate zbiory muzealne i biblioteczne, tworząc warsztat pracy dla wielu następnych pokoleń.

Od 1972 r. jedna z ulic miasta nosi imię Haliny i Stefana Rutskich. Rutscy zajęli trwałe  miejsce w historii Płocka i Mazowsza, a zwłaszcza Towarzystwa Naukowego Płockiego, Archiwum Państwowego w Płocku i Muzeum Mazowsza Płockiego TNP – instytucji, które istnieją do dziś we wzbogaconym, zmieniającym się, i zyskującym na znaczeniu kształcie.

Więcej o naszej akcji znajdziecie tu.

 

Polski Nobel

Witold Zglenicki, odkrywca złóż naftowych na Kaukazie, był jednym z najbogatszych ludzi świata i hojnym filantropem – jego darowizna na rzecz rozwoju rodzimej nauki była największa w dziejach Polski, przewyższała zapisy królowej Św. Jadwigi i króla Kazimierza Wielkiego.

O tym wszystkim przypomina Michał Stańczak, jeden z trzech zwycięzców konkursu Muzeum Mazowieckiego „Galeria Wielkich Płocczan”.

Jego opowieścią o Małachowiaku – naukowcu i dobroczyńcy – rozpoczynamy cykl publikacji zgłoszeń wielkich płocczan, jakie napłynęły do nas w trakcie naszej akcji.

Miłej lektury!

-----

Kiedy otrzymałem propozycję wytypowania kandydata do Galerii wielkich płocczan, przed oczami stanęła mi rzesza wspaniałych ludzi, którzy zrobili wiele dla naszego miasta, ale często również i świata. Ludzi, dla których Płock był domem. I wtedy zrozumiałem, że w tej historii ważną rolę odegra właśnie dom…

 

Witold Zglenicki – „polski Nobel”

 

Ten dom, to mój dom rodzinny. Duża kamienica przy ulicy Kazimierza Wielkiego, za Domem Technika. Gdy byłem mały, często słyszałem, że mieszkam w domu Nobla. Niewiele mi to mówiło – wiedziałem tylko, że chodzi o jakąś ropę czy naftę. Emocje wzbudzały za to ogromne piwnice, po których biegałem, zabawy na szynach kolejki ukrytej w krzakach na skarpie za naszym ogrodem i niesamowite opowieści o wielkich cysternach zakopanych w ziemi. Miały być pełne ropy, co stanowiłoby nie lada gratkę w latach 80-tych XX wieku, więc starsze rodzeństwo postanowiło - nie do końca legalnie – sprawdzić ich zawartość. Niestety - w zbiornikach była już tylko woda, ale frajda z próby prac wydobywczych była ogromna! A wszystkie te emocje zawdzięczałem Witoldowi Zglenickiemu, który w swoich poczynaniach rzeczywiście był partnerem braci Nobel oraz rodziny Rothschild.

 

Witold Leon Julian Zglenicki urodził się 6 stycznia 1850 w Starej Wargawie koło Kutna. Pobierał nauki w Gimnazjum Gubernialnym (obecnie „Małachowianka“) w Płocku (1859–1866), następnie w latach 1866–1870 studiował na Wydziale Matematyczno-Fizycznym Szkoły Głównej Warszawskiej (obecnie Uniwersytet Warszawski) i w latach 1870–1875 w Instytucie Górniczym w Petersburgu. W czasie studiów postanowił poświęcić się górnictwu, widząc w przemyśle naftowym ważny czynnik rozwoju.

 

Ponieważ pasjonował się geologią, wolny czas i fundusze inwestował w tę działalność, poszukując złóż ropy naftowej i nowych metod jej wydobycia. Zaprojektowałurządzenie do podmorskich wierceń i wydobycia ropy naftowej (platformę wiertniczą), stając się w tej dziedzinie absolutnym światowym pionierem. Opracował również urządzenie do pomiaru krzywizn szybów oraz przyrząd do pomiarów prostopadłości wiercenia otworów górniczych. Wyznaczył podmorskie działki naftowe w Baku (Azerbejdżan), określając ich zasobność oraz ustalił złoża naturalne na tym terenie.

 

Dowiedziawszy się niespodziewanie o cukrzycy, która w tamtym czasie była nieuleczalna – sporządził testament, zapisując na naukę polską (częściowo też rosyjską) i inne cele charytatywne dochody ze swoich pól naftowych.Zglenicki nie zapomniał w nim o Płocku, któremu zapisał 15 tysięcy rubli na utworzenie pierwszej szkoły zawodowej i dodatkowo nakazał przekazywać, z majątku powstałego z wydobywania ropy naftowej, po 2 tys. rubli przez 10 lat, by mogła swobodnie funkcjonować.

 

Jego majątek sięgał zawrotnych rozmiarów. Zglenicki był jednym z najbogatszych ludzi świata i stał się głównym filantropem ówczesnej Kasy im. Mianowskiego (zlikwidowanej w 1951, reaktywowanej w 1991) oraz Uniwersytetu Warszawskiego. Była to największa w 1000-letnich dziejach Polski darowizna na rzecz rozwoju rodzimej nauki. 

 

"Jego zapis testamentowy na rzecz Kasy Mianowskiego przerastał (…) zapisy królowej Św. Jadwigi - na odnowienie Akademii Krakowskiej, czy też jej ufundowanie w XIV wieku przez króla Kazimierza Wielkiego" - ocenił Marek Zawadzki, prezes Fundacji Nauki Polskiej im. Witolda Zglenickiego w artykule opublikowanym na stronie ambasady RP w Azerbejdżanie.

 

"Rozpoczął epokę podmorskiego wydobycia ropy naftowej. Bez jego wynalazku – zapewniających 1/3 całego wydobycia ropy naftowej platform wiertniczych – nasza cywilizacja nie przetrwałaby nawet miesiąca" - ocenili Andrzej i Irena Fedorowiczowie w publikacji "25 polskich wynalazców i odkrywców, którzy zmienili świat" (2017).

 

Zglenicki zapisał polskiej nauce dochody z pól naftowych o wartości półtora raz większej, niż wynosił kapitał fundacji noblowskiej. Po raz pierwszy i jedyny badacze mieli więcej pieniędzy, niż byli w stanie wydać.Niestety, testament został wykonany tylko w części. Po przewrocie bolszewickim w Rosji pola naftowe należące do fundacji Kasy im. Mianowskiego zostały przez bolszewików wywłaszczone bez odszkodowania. W ten sposób przestał istnieć kapitał „Polskiego Nobla”. W czasie II Rzeczpospolitej podejmowano próby dialogu z władzami sowieckimi, ale bez pozytywnych rezultatów. Po II wojnie światowej postać Witolda Zglenickiego była na indeksie nazwisk zakazanych. Cenzura komunistyczna pilnowała, by była cisza wokół człowieka, który był największym darczyńcą polskiej nauki.

 

A ja, cóż – dopiero po latach dowiedziałem się, że po szynach ułożonych na płockiej skarpie transportowano ropę, która barkami docierała do nas aż z Morza Kaspijskiego, a w moim domu bywał polski wynalazca, geolog, hutnik, nafciarz i filantrop, uczeń Dmitrija Mendelejewa. A może nawet spotkał się z którymś z braci Nobel…

 

***

Płoccy społecznicy ufundowali wybitnemu krajanowi pamiątkową płytę nagrobną na miejscowym cmentarzu. Pamięta o swym absolwencie szkoła "Małachowianka". Imieniem Witolda Zglenickiego nazwano ulicę w rejonie rafinerii PKN "Orlen". Płoccy naftowcy wystawili mu jedyny w kraju pomnik. Uważam, że tak znamienita postać powinna pojawić się w płockim panteonie. Może gdyby nie geografia, historia i polityka inaczej potoczyłyby się sprawy. Być może wtedy Zglenicki nie byłby nazywany polskim Noblem, a właśnie Nobel nazywany byłby szwedzkim Zglenickim.

 

Warto pamiętać człowieka, który napisał w testamencie:

„Kto liczy na tygodnie, ten sieje trawę,

Kto liczy na lata, sadzi drzewa,

Ale kto liczy na stulecia,

Ten wychowuje i kształci dzieci”.

Michał Stańczak

Więcej o naszej akcji znajdziecie tu.



Powrót